Przechodząc główną ulica mojego ślicznego miasta zauważyłam, że kościół pobliskiego zamku jest pokryty rusztowaniami a na nich znajduje się druk wielkoformatowy.
Dnia następnego ciekawa „co oni tam robią”, poszłam zobaczyć. Okazało się, że dwudziestowieczny wynalazek czyli druk wielkoformatowy znalazł zastosowanie na kościelnych murach. Tak, tak reklama dopadła najstarszą instytucję znaną człowiekowi. Niby nic w tym dziwnego, bo na remonty trzeba mieć pieniądze, ale bardziej szokujące w całej tej sprawie było to, co druk wielkoformatowy chciał nam przekazać. A druk wielkoformatowy w tym wypadku przekazywał nam w wizualny sposób bardzo cielesny i rozrywkowy tryb życia. Na reklamie umieszczonej na kościele znalazła się piękna modelka w bikini sfotografowana w tropikalnej scenerii. Owa modelka nie była wcale Marią matką Jezusa, ani Anną jego babcią, nie była nawet Marią Magdaleną. W obecnych czasach druk wielkoformatowy pozwala na przykucie uwagi przechodnia, ważne jest jego umiejscowienie w kontekście tkanki miejskiej. Bo treść przekazu maże w łatwy sposób skontrastować się z miejscem wystawienia i dochodzi do pewnego rodzaju dysharmonii. Chyba, że o taką dysharmonie wizualną, reklamodawcy chodziło.
Brak komentarzy.
Dodawanie komentarzy zostało zablokowane.